jestem, żyję
cały czas przeżywam sprawę z nowo poznanym kolegą, mam wielką nadzieję że spotkam go w piątek w klubie i przede wszystkim podejdzie do mnie. czas na przejęcie inicjatywy, ja i tak za dużo zrobiłam co nie zmienia faktu że gdybym go nie olała wszystko mogłoby się potoczyć inaczej, prościej
nie mam siły na nic, jak zwykle
dzisiaj zaskakująco dobrze poszedł mi test z matmy, skończyłam 5 minut przed czasem razem z zadaniem na 6 choć znając życie zwaliłam 1 lub 2 zadania i tak będzie 3, ale to i tak dobrze że 3.
jestem przerażona czyżby to już był definitywny koniec z Pawełkiem?
na razie wyglada na to że nasza znajomość równie szybko się zaczęła jak i skończyła
ciągle dołuję i obwiniam, szczególnie w nocy gdy włączam muzykę w spokoju kładę się i myślę o wszystkim
a tak z innej beczki wracam do moich ziomeczków z oxfordu
nie mogę się doczekac <3
Ah tylu tych adoratorów ;d
OdpowiedzUsuń